RSS
 

Informacje #3

26 sie

Ponieważ jestem w trakcie pisania rozdziału chciałabym Was prosić o trzymanie za mnie kciuków, żeby udało nam się skończyć tą historię. Nie sądziłam, że będę miała tyle problemów na głowie i jednego wielkiego złamanego serca haha:(.

Przepraszam Was za zaniedbanie.

Kocham Was,

Shanti Letty

Ps. Cały czas o Was i o tym nędznym i biednym blogu myślę :*

 
Komentarze (41)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

50. I dance with the devil.

07 maj

Myślę, że jeszcze parę rozdziałów i będziemy kończyć historię Bestii. Nadal nie wiem czy będzie happy end. Miłego czytania <3

~*~

To nie tak, że Bestia chciał, żeby on i Dru się zeszli. Po prostu był zazdrosny, bo nie szykowała się dla niego, okej? Ale to uczucie prysło, kiedy jego współlokatorka wróciła do mieszkania z zdruzgotaną miną, ale z iskrą szczęścia w oczach. Dobra, z jej tęczówek szczęście aż promieniowało. Logan zastał ją w takim stanie, siedzącą na podłodze z plecami przylgniętymi do drzwi. Wyrzucił kończącego się peta do doniczki z znienawidzonym kaktusem i oparł się o ścianę z dylematem jak sformułować pytanie.

- Okej? Było tak świetnie czy tak słabo? Bo wiesz ja zawsze mogę ci poprawić humor i tak dalej… – zaoferował.

- Danny był przykrywką… Connor – mój przyjaciel i zarazem miłość z liceum, rozstaliśmy się, bo jego rodzina pochodziła z Europy i jego rodzice chcieli tam wrócić, a nie było sensu zaczynać i trwać w związku na odległość – wyjaśniła szybko. – Odległość między Ameryką i Europą, rozumiesz? On przyjaźni się z Dannym… – wytłumaczyła i spojrzała na niego, czekając na jego opinię.

- Czekaj – usiadł na przeciwko Dru, opierając plecy o ścianę. – Trawie informacje… Danny cię zaprosił, ale zamiast Danny’ego przyszedł Connor, tak?  - pokiwała głową. – Co zamierzasz teraz zrobić?

- Nie wiem… To co było między nami nie odeszło, po prostu dziś…

Bestia nie musiał słyszeć końca zdania, żeby zrozumieć. Znał to cholerne uczucie, którego tak z całego serca nienawidził i całkowicie rozumiał Hafermann i jej mętlik w głowie. Wstał i usiadł obok dziewczyny, objął jej szczupłe ciało ramieniem i przytulił do siebie.

- Nie wiem co mam robić… Nasza druga szansa… – westchnęła i oparła głowę na piersi Logana.

Pocałował ją w czubek głowy i przytulił mocniej. Rozumiał czego dziś doświadczyła.

- Na pewno wybierzesz dobrze, Dru – zapewnił. – Jesteś mądrą dziewczynką.

~*~

4 dni później

Większość mogła by posądzić Logana o zazdrość o Dru, rozpacz po kolejnym straceniu Raven albo po prostu o rozpacz po „wyrzuceniu” z drużyny Młodych Tytanów. To nie tak, że Garfield źle się trzymał i cierpiał. Smakowanie alkoholu w barach było tylko chwilowym brakiem zainteresowań. Gdy Dru postanowiła dać drugą szansę Connorowi po wypisaniu wszystkich za i przeciw wychodziła wieczorami nadrabiać z chłopakiem stracony czas, a Gar nie chciał spędzać czasu sam w mieszkaniu. A w barach było mnóstwo dziewczyn, prawda? Pogodzony z myślą, że Raven go nie chce, a własne uczucia można uciszyć postanowił żyć tak jak lubił. Bez zobowiązań. Zresztą trzy tygodnie to dużo czasu do wyjazdu do Nowego Jorku, gdzie miał zacząć nowe życie. Dlaczego miałby z tych trzech tygodni nie skorzystać i nie czerpać jak najwięcej ze swojego już ponad dwudziestoletniego życia? No właśnie. Nie było przeciwwskazań. W porządku, było… Ale z „nadużywaniem” alkoholu już skończył, a fajki palił rzadko, okej?

Po zaledwie dziesięciu minutach siedzenia w klubowym barze odczuł pozytywne aspekty bycia singlem. Cholera, jak on za tym tęsknił. Ten flirt, bajerowanie dziewczyn i najważniejsze, najcudowniejsze – brak wierności komukolwiek. Z uśmiechem w kąciku ust puścił oczko do szatynki w obcisłej czarnej sukience z ciasno i gładko ściśniętym kucykiem. Dziewczyna wyciągnęła czerwone usta w uśmiechu i odwróciła się do swoich koleżanek. On wiedział nad czym dyskutowały, nie musiał ich słyszeć. Był pewny decyzji, zapewne przyjaciółek, że on – Logan jest dobrym partnerem do dzisiejszej zabawy dla tej jednej. Nie żeby coś, ale wygląd i „sława” pomagały… Poważnie. Co jakiś czas jedna z dziewcząt mierzyła go wzrokiem, mówiła coś do reszty grupy i wszystkie zaczynały chichotać. Przestał obserwować „stadko” i wrócił do sączenia swojego drinka.

Jess, bo tak owa dziewczyna się przedstawiła, chciała dojść do siebie po zerwaniu i trafiła dobrze. O tak, Bestia zamierzał zająć się nią jak najlepiej. Od niewinnego miziania się w zakątkach klubu po naprawdę miłą noc. Ale jego plan poszedł się pieprzyć, kiedy jedna z jej koleżanek się upiła. Całował właśnie jej szyję, kiedy jej blond przyjaciółka przybiegła z takową wiadomością, a jak to dziewczyny mają w zwyczaju – Jess i pozostała grupka pobiegły na ratunek zapewne trzymania włosów, kiedy dziewczyna „odreagowywała” dużą ilość alkoholu. Przynajmniej miała jego numer.

Dzisiejszy wieczór nie był dobry. Drugi raz mu przerwano. Tylko tym razem niebieskie oczy Terry. I z tego powodu nie był zadowolony do pewnego momentu. Do momentu w którym usiadł z Tarą przy jednym stoliku.

- Klub to słabe miejsce na szukanie miłości, Terra – mruknął, uśmiechając się do niej kątem ust.

- Zdaję sobie z tego sprawę. Z kolei ty nie powinieneś przystopować? Niedługo zostawisz Jump City dla Nowego Jorku.

- Powiedzieć ci coś w tajemnicy? – kiwną palcem, żeby się przychyliła w jego stronę, co zrobiła. – Pieprzę to – mruknął jej zadowolony do ucha. Cofną głowę, ale tylko trochę. Między nimi było zaledwie parę centymetrów.

- Kochasz komplikować sobie życie, co?

- Ty je skomplikowałaś, Terro. Ty jesteś powodem moich problemów.

- Jeśli jestem powodem twojego nieszczęścia to dlaczego ze mną teraz rozmawiasz? Nie masz pretensji, nic.

- Bo obiecałem ci przyjaźń. A przyjaciele sobie wybaczają – westchnął. – A tak serio to mam ochotę cię udusić.

Terra uśmiechnęła się szeroko. Dotknęła dłonią jego policzka i delikatnie go pogłaskała.

- Więc wybaczysz mi i to.

Dotknęła ustami jego ust. Na początku zdezorientowany Logan odpowiedział niezdarnie na pocałunek. Potrzebował chwili, żeby przejąć kontrolę nad dotykiem. Z delikatnych muśnięć przeszli do głębokiego pocałunku, Gar tracił oddech, ale to nie przeszkadzało mu to podjęcia decyzji, żeby wyjść z klubu.

Drzwi do hotelowego pokoju otworzył z trudem, a zamknął cudem, bo kopniakiem. Przyparł blondwłosą dziewczynę do ściany błądząc dłońmi po jej ciele. Raven ci tego nie wybaczy mruknął głosik w jego głowie, ale Raven go nie chciała, więc co mogło by ja obchodzić z kim Logan spędza noc. Terra pozbywała się jego koszulki, kiedy on sadzał ją na komodzie i ssał każdy centymetr jej szyi. Czując na plecach wbijające sie paznokcie Tary, oderwał sie od dotyku i z przerywanym oddechem wymruczał jej do ucha:

- Tylko…. tylko przyjaciele, tak?

- Co tylko chcesz.

~*~

Duke Dumont – Ocean Drive

Obudziła się pierwsza i nadal nie mogła uwierzyć, że to zrobili. Jasne, pewnie nie udałoby się to bez alkoholu, ale mniejsza z tym. Bestia może być z nią szczęśliwy. Może zostanie dla niej? Albo będzie namawiać na przeprowadzkę z nim? Nie odmówiłaby. Dotknęła opuszkami palców jego policzka nie mogąc się na dziwić ile ten chłopak się zmienił od tego czasu, kiedy jeszcze był w niej zakochany. 

- Co robisz? – otworzył oczy i uśmiechnął się kątem ust. 

- Patrzę. 

Wziął jej dłoń i splótł ich palce razem. Patrzył na ich dłonie chwilę i spojrzał szmaragdowymi tęczówkami w jej błękitne. 

- Nie wiem co mógłbym powiedzieć. 

- Nic nie mów. Jest dobrze jak jest – pochyliła się i musnęła wargami jego usta. – Muszę iść. Mamy trening w terenie. 

- Odwiozę cię. Um… Terra?

- Hmm? 

- Niech to zostanie między nami. Na razie. 

- Nie ma sprawy – uśmiechnęła się i zaczęła szukać swoich spodni. 

~*~

Gdyby nie to, że Terra miała na sobie jeansową kurtkę Bestii to Raven nigdy, ale to nigdy nie zaszczyciła jej spojrzeniem dłużej niż na trzy sekundy. Blond włosy były roztrzepane, a jej uśmiech był szerszy niż zwykle. Raven umiała łączyć fakty. Poczuła jeszcze bardziej bolesny ból w klatce piersiowej. I czuła, że sen, który dziś wyśniła mógł okazać się prawdą.

- Mam nadzieję, że już wszystko będzie u ciebie dobrze – powiedziała cicho, nie patrząc jego w oczy.

- Tak naprawdę to cię to pierdoli… ale nie ma co rozdrapywać ran, nie jesteśmy razem i już nie będziemy, więc poruszanie tego tematu bylo niepotrzebne – uśmiechnął się chamsko. 

 

 
Komentarze (18)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

49. Shadow.

28 mar

Wybaczcie mi kochani za ten rozdział… Chyba wychodzę z wprawy. Mam prośbę skierowaną do osób, które piszą opowiadania itp.  W zakładce „SPAM” zareklamujcie swoje blogi i powiadamiajcie mnie o nowych rozdziałach… Chętnie poczytam, a strasznie się gubię i nie wiem do kogo wchodzić, a do tego mam strasznie mało czasu, a to by mi ułatwiło szukanie. Wybaczcie mi jeszcze, że tak rzadko u Was bywam. Jestem na bieżąco na waszych blogach, ale czasami onet mi się psuje i nie chce dodać komentarza ://

 Dziękuję wszystkim, którzy nadal ze mną są. Jesteście wielcy!

 

Od paru dni budziła się z nadzieją, że w końcu zobaczy śpiącego Gara na kanapie. Od kiedy wrócił z wiadomością, że nie jest Tytanem i nie jest już z Raven nie spał. Dru budziła się i pierwszą rzeczą jaką widziała był Logan na balkonie z petem w dłoni. Nawet nie chciała myśleć ile ich wypalił. Jak jego płuca wyglądają… Tęskniła za figlarskim uśmiechem na jego twarzy i błyszczącymi szmaragdowymi oczami. Teraz wydawał się pusty, zmęczony, a worki pod oczami tylko to podkreślały. A Dru nie wiedziała jak mu pomóc, nawet nie wiedziała czy to przez rozłąkę z Rachel.

Wstała z łóżka i podciągnęła koszulkę do dołu. Otworzyła drzwi okna i oparła się plecami o ścianę.

- Gar? – odwrócił się i uśmiechnął jakby próbował przez to powiedzieć, że jest okej. Uśmiech był zbyt krótki i za mało „Garowy”, żeby mogła w to uwierzyć. – Nie spałeś, prawda? – wrzucił papierosa na stosik fajek w popielniczce i pokręcił głową.

- Zrobić ci śniadanie? Potem mogę cię zawieźć na uczelnię…

- Logan – warknęła, żeby na nią spojrzał co odniosło sukces.

- Co?

- Po pierwsze. Jest sobota. Po drugie. W takim stanie – zjechała go wzrokiem od góry do dołu. – Nie pozwolę ci prowadzić. Po trzecie. Ja się dziś zajmuję tobą, nie na odwrót.

- Nic mi nie jest – ujął jej rękę i poprowadził do kuchni. Ignorując jej protesty, że ma ją puścić posadził ją na stołku przy stole i zaczął przeszukiwać szafki, szukając czegoś do jedzenia. – Dru, wiem, że teraz robię ci kłopot mieszkając tu, ale za niecały miesiąc wylatuję i obiecuję będziesz mieć mnie już z głowy…

- To twoje mieszkanie…

- Oddałem ci je. Jest twoje.

- Nie chcę, żebyś wyjeżdżał – spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem. Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć i zaraz je zamknął. - Powiedz mi co się dzieje, Gar. Proszę.

- Pewnie myślisz, że to przez Raven… Ja po prostu nie mogę uwierzyć, że nie mam już rodziny. Czuję się tak jakbym dla nich umarł, a Raven… To co nasz połączyło… tego już chyba nie ma. Za każdym razem jak się rozstawaliśmy czułem się źle, tak cholernie źle. Wtedy czułem, że muszę ją odzyskać, żeby poprawnie funkcjonować. Wiesz, tak jak żeby żyć potrzebujesz powietrza.

- Nie możesz spać. Dlaczego?

- Myślę, że to przejdzie. Chyba odreagowuje stres. Dziś nawet spałem dwie godziny…

Przyjrzała mu się doszukując się kłamstwa. Ale mówił prawdę. Na prawdę tak czuł i na prawdę spał te dwie godziny.

~*~

- Co ma każdy, ale nikt nie może tego stracić? – demon przyglądał mu się bacznie, przeczuwając, że chłopak zaczyna domyślać się odpowiedzi. 

- Cień… – wyszeptał, wyczerpany po szarpaninie z demonem. – To jest cień,  prawda? 

- Co jest twoim cieniem? 

- Przeszłość. 

Wtedy się obudził. I z tego snu pamiętał tylko tyle, a to mu wystarczyło, żeby wyciągnąć wnioski. Musiał przestać żyć przeszłością, a zacząć teraźniejszością i przyszłością. Raven go nie kochała, Robin go nienawidził, Terry nie chciał widzieć, Cyborg przestał być dla niego najlepszym przyjacielem, przy odrobinie szczęścia Dru uda się dostać na staż do Nowego Jorku. Wyrzuty sumienia przestały go dręczyć z powodu wyjazdu. 

~*~

tydzień później

Dru nie miała ochoty na kolację z Dannym. Szczerze to nie lubiła teatru, no okej… Od czasu do czasu mogła iść, ale teraz to nie był dobry czas. Po pierwsze – musiała założyć sukienkę, bo kolacja w restauracji i teatr ją do czegoś zobowiązywał, po drugie – musiała się uczyć do egzaminów, jeśli chciała się dostać na staż do szpitala w Nowego Jorku, a zdawała sobie sprawę z tego, żeby się tam dostać to trzeba mieć wysoką średnią, a po trzecie – wolała zostać z Loganem, niedługo przecież miał ją zostawić, żeby wyjechać z Jump City. Gar oprzytomniał, zaczął porządnie sypiać i wrócił mu humor. Tak jakby nic się nie wydarzyło. Mogła go oskarżać o kłamstwo, ale jego szczery uśmiech eliminował wszystkie wątpliwości. 

Przymierzała właśnie czarną sukienkę, kiedy Gar wszedł do łazienki bez pukania. Zerknął na nią przelotnie i zaczął szukać czegoś w szafce za lusterkiem po czym zerknął na nią jeszcze raz, dopiero zdając sobie sprawę, że zamierza gdzieś iść. 

- Wychodzimy na randkę, że tak się stroisz? – jego prawa brew podniosła się tak wysoko, że prawie dotykała linii włosów.

- Wychodzę się spotkać z kolegą – wyjaśniła i spojrzała na niego wyczekująco, żeby wyszedł z łazienki. 

- Z kolegą? 

- Tak.

- Kolegą? Takim co ma coś między nogami? 

- Nie wiem. Nie sprawdzałam – zignorowała jego karcące spojrzenie. 

- Wrócisz na noc? 

- Nie wiem. 

- Dlaczego się tak ubierasz jeśli idziesz się tylko spotkać?

- Boże, Logan. 

- To randka?

- Nie wiem. Dlaczego pytasz? – wzruszył ramionami, kiedy wychodził. 

 ~*~

- Rozmawiałam z Bestią – Star weszła do salonu z komórką w dłoni. Na samo imię jej chłopaka Raven zaczęła zwracać uwagę na słowa przyjaciółki. 

- I co u niego? – Cyborg odwrócił się od konsoli i spojrzał wyczekująco na dziewczynę

- Za trzy tygodnie wylatuje do Nowego Jorku, może moglibyśmy…

- Nie – Robin wszedł zaraz za nią do salonu z plikiem dokumentów do wypełnienia. – Mamy obowiązki. Nie ma czasu na jego marnowanie. 

- Robin! To nasz przyjaciel. Jest dla nas jak rodzina…

- N i e  m a m y na to czasu, kochanie – Dick zerknął srogo na swoją dziewczynę po czym zwrócił uwagę na siedzącą przy stole Terrę. – Terra pomożesz? – Blondynka popatrzyła na lidera z lekkim uśmiechem. 

- Jasne – mruknęła. Podeszła do niego i biorąc od niego połowę ze sterty musnęła całkiem,ale to całkiem przypadkiem swoją dłonią o jego. 

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

48. You Da One.

10 mar

- Wyjeżdżam do Nowego Jorku. Nie chcę być dłużej Tytanem. W każdym razie nie jako dodatek i podejrzany numer jeden, kiedy zdarzy się coś z czym mógłbym mieć do czynienia wcześniej – wyjaśnił, kiedy podał Robinowi komunikator, a on nie zrozumiał.

- Co? Jak. To. Wyjeżdżasz? – srogi ton lidera podpowiedział Bestii, że ostatnia wizyta  w domu nie skończy się przytuleniem i pożegnaniem w stylu „ mam nadzieję, że jeszcze do nas wrócisz”. – Czy ty jesteś poważny? Znów nasz zostawisz na lodzie? – warknął.

- Od kiedy tu wróciłem, Robin, odsuwasz mnie od wszystkiego najbardziej jak tylko potrafisz. Nie ufasz mi, więc jaką do cholery chcesz tworzyć drużynę? Nie widzę, żeby było tu dla mnie jeszcze miejsce.

- Robin… – Starfire podeszła do Graysona i położyła mu dłoń na ramieniu. – Nie wściekaj się, ale Bestia ma rację… Razem z Cyborgiem uważamy, że nawet nie dałeś mu szansy na odbudowanie zaufania – powiedziała miękko.

- Co? Cyborg ty też?

- Robin. Przesadzasz… – Victor stanął pomiędzy nim, a Loganem. – Bestia, nie możesz tak po prostu rezygnować. Wiem co się dzieje, działo, ale nie możesz tak… Jesteś moim najlepszym przyjacielem. – zwrócił się do Gara, który prychnął na tą uwagę.

- Unikasz mnie, Cy. Jak nadal możesz mnie nazywać najlepszym przyjacielem? Słuchaj, dzięki, że mnie bronisz przed nim – wskazał głową na Richarda. – Ale… – zagryzł wargę szukając słów. – Widzę jak patrzycie na mnie podejrzliwie, wszyscy. Ja potrzebuję kogoś kto mi zaufa w stu procentach. Muszę wyjechać, chociażby dlatego, że to wszystko, wy swoim zachowaniem… nie dajecie mi żyć i chciałbym zacząć nowy rozdział w życiu… z przyjaciółmi, z dziewczyną, która aktualnie znowu mnie nienawidzi…

- Jak stąd wyjdziesz możesz już nigdy więcej nie pokazywać się tutaj – Robin warknął, gniotąc w dłoni komunikator.

- Robin! Przestań! – Gwiazdka spojrzała przerażona na swojego chłopaka. – On tego nie miał na myśli… – jęknęła.

- Właśnie to miałem, Star – powiedział przez zaciśnięte zęby. – Możesz tu nie wracać.

- W porządku panie-wszystko-idealny – syknął. – Z takim podejściem stracisz wszystkich – splunął odwracając się na pięcie. Wyszedł z trzaskiem drzwi i krzykami Cyborga na Graysona.

Z torbą rzuconą na tylne siedzenie ruszył samochodem w stronę swojego starego mieszkania. Czuł ich ból. Po Raven do Robina. I czuł, że ich ból sprawiał mu przyjemność. Wiedział, że to chore i zaczynał się tego bać.

~*~

- Logan? To ty? – Dru wychyliła zza drzwi sypialni, kiedy usłyszała zgrzytnięcie drzwi.

- Mhm… Kupiłem jedzenie na wynos… – rzucił swobodnie, siadając na łóżku naprzeciwko dziewczyny. Podał jej opakowanie i zaraz sam zabrał się za otwieranie swojego, ignorując wyczekujące spojrzenie szarookiej. – Jedz, bo ostygnie, a nie chce mi się potem słuchać, że musisz odgrzewać – mruknął pomiędzy kęsami.

- Jedz? – spytała zszokowana. – Jak poszło w wieży? Z Raven?

- Robin mnie znienawidził jeszcze bardziej, a Raven tak jakby ze mną zerwała.

- Tak jakby… A mówisz to tak swobodnie, bo? Wkręcasz mnie?

Wzruszył ramionami i bez żenady otworzył jej opakowanie tajskiego jedzenia, nabrał dość sporą ilość na widelec i wepchał jej do ust.

- Mhyum…

- Smacznego Dru – uśmiechnął się złośliwie i poczekał aż przyjaciółka przełknie. – Ona mnie nie chce. Powiedziałem jej, że mimo wszystko zawsze będę dla niej wsparciem i… I jakby była w potrzebie zawsze jestem – dorzucił poważniejszym tonem. – Nie chce mi się wierzyć, że to się tak kończy, ale…

- Wszystko się ułoży… – szepnęła dotykając jego ramienia, aby go pocieszyć.

- Wie, że wyjeżdżam, Dru. Nie próbowała mnie nawet zatrzymać, powiedziała mi tylko „Odejdź stąd, Gar” i tyle… – zacisnął palec wskazujący i kciuk na zatokach przymykając oczy. – Nawet nie zdążyliśmy do końca do siebie wrócić. Nie minął nawet miesiąc…

Usta Hafermann rozchyliły się w niemym szoku. Nie po to chciała ratować ich związek, by Logan cierpiał jeszcze bardziej.

~*~

5 dni później. 

Może świadomość tego, że nie jest już Tytanem i raczej już nim nigdy nie będzie tak bardzo mu spędzała sen z powiek, że nie spał nocami, a jak już zdołał zasnąć to śnił mu się demon. Nie spał od pięciu dni. Bał się zasnąć. Bał się zamknąć oczy na dłużej niż było to konieczne. Widział swoich bliskich, którzy już nie byli z nim po tej stronie, a o ich śmierć obwiniał siebie. Rodzice, Noah, Rita, Nel… Do tego momentami dochodzili inni, których nie znał, a przyłożył swój udział do ich odejścia, kiedy jeszcze był po tej „złej” stronie. Może nadal był? Może Robin by go nie znienawidził, Raven by wciąż stała u jego boku, Cyborg nadal uważałby go za najlepszego przyjaciela… Terry nie liczył, bo… bo to była Terra, okej? Jej imię już wywoływało sporą mieszankę uczuć natomiast Starfire i Dru nie potrafił zrozumieć. Osobiście sam sobie był dał kopa w tyłek, a nie pomagał tak jak Dru jemu. Ale to się chyba nazywa przyjaźń, co nie? Jeśli nadal coś takiego w jego życiu istniało.

Przegryzł wargę, kiedy zdał sobie sprawę, że będzie musiał wrócić jeszcze raz do dawnego domu po resztę swoich rzeczy. Swoją drogą nie było ich dużo… Od kiedy sprzątnął cały syf w pokoju z pomocą Star zobaczył, że większość rzeczy to były po prostu śmieci. Nie kolekcjonował pamiątek, jedynie zdjęcia. Nauczony doświadczeniem w dzieciństwie, że duża ilość rzeczy nie sprzyja przeprowadzkom, zrezygnował z zbierania „pamiątek”. Ciągłe wyjazdy z rodzicami i Doom Patrol jednak czegoś go nauczyły. Uświadomił sobie jeszcze jedną małą rzecz, która sprawiła, że jego oczy stały się wilgotne. Nie miał już rodziny.

~*~

Siedziała na parapecie swojego pokoju starając się ignorować krzyki z pokoju głównego. Była zła na siebie. Nie kontrolowała swojej złości, zazdrości i niezrozumienia całej sytuacji. Wiedziała, że cała ta demoniczna połowa nie jest żadnym usprawiedliwieniem, ale tak właśnie było. Wszystko to skumulowało się w niej i mimo w miarę spokojnego tonu powiedziała coś czego mogła żałować do końca swojego życia.

Odszedł. Nawet chciał wyjechać z Jump City i nie będzie choć cienia szansy, żeby mogła go spotkać przypadkiem. Zagryzła wargi, kiedy wyobraziła sobie przyszłość bez Logana. Myślała, że wszystko się ułoży, że wyjaśnią sobie wszystko i będzie jak przed przyjazdem Terry…

Piękna Greczynka o ciemnych włosach i oliwkowej cerze podeszła do Logana i bez żenady zaczęła z nim flirtować na oczach Raven. Prawił jej komplementy zdając sobie sprawę z obecności swojej drugiej połówki pomarańczy, która na pewno to wszystko słyszy. Roth skrzywiła się na kolejne zdanie typu „Skarbie, skąd te kompleksy? Jestem pewien, że faceci rzucają ci się do stóp. Jesteś piękna.” skierowane do obcej kobiety. Oddaliła się od Bestii przewracając oczami. Dopiero, kiedy straciła „parę” z oczu usiadła na ławce i westchnęła. Czasem nie potrafiła zrozumieć swojej ukrywanej, ale jednak zazdrości o Bestię. 

- Zazdrosna? – przysiadł się do niej po długich pięciu minutach.

- O tu – wskazała palcem czoło. – Tu się walnij, niedorozwinięty idioto. 

- O tu – przejechał palcem po swoich wargach, które wygięły się w szerokim uśmiechu. – Tu mnie pocałuj, zołzo. 

Dotknęła opuszkiem palca po swojej dolnej wardze. To wspomnienie było niczym balsam na jej pęknięte serce. 

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

47. Killed.

04 lut

Kochani! Nawet nie wiecie, że gdyby nie wasze komentarze to 47. rozdziału by nie było! Choć jestem w cholerę zajęta to cały czas o Was myślę i nad blogiem. Mam teraz ferie i mam nadzieję, że uda mi się nadrobić rozdziały u Was. Nie mam zamiaru kończyć bloga w bliskiej przyszłości, dlatego spokojnie… Notki będą, nie wiem niestety w jakich odstępach czasowych… ._. Musicie mi też wybaczyć ten rozdział, bo tak się składa, że mam wrażenie, że wyszłam z wprawy… Kocham Was. 

~*~

- Znów brałeś? Znów zacząłeś brać narkotyki? – zapytała z wyrzutem.

Jego myśli płynęły za szybko, żeby cokolwiek zrozumieć. Jakie narkotyki? Był czysty. Nawet nie chciał tego świństwa brać. Nie chciał i nie mógł. Był w pełni świadom, że jego serce mogłoby już tego nie znieść, a był pewny, że miał dla kogo zostać po tej części świata.

- Rev.. Ja… – wziął głęboki oddech. – Jakie narkotyki? – spytał w końcu.

- Nie udawaj głupiego. Po tym jak Robin cię znalazł nieprzytomnego w siłowni z zakrwawionymi dłońmi, kazał Cyborgowi zrobić badania. Wiesz co wykryły? Wykryły środki odurzające. Myślałeś, że się nie dowiemy? – warknęła. – Za kogo ty nas masz? Za kogo masz mnie?

- Ale Rev… Wiesz, że ja nie mógłbym…

Spojrzała ostatni raz na zszokowaną twarz swojego chłopaka i wyszła trzaskając drzwiami.

Usiadł oniemiały na łóżku. Ogłupiał. Totalnie ogłupiał. Nie wiedział co myśleć i co zrobić. Nie czuł się dobrze fizycznie, a cholerny mętlik w głowie wszystko mieszał. Stłumione krzyki za drzwiami nie poprawiały jego stanu. Dopiero kiedy poczuł metaliczny smak krwi na wardze, po tym jak  zaczął ją przegryzać jego mózg skoncentrował się na przeanalizowaniu faktów. Nic nie miało sensu. Jedynie co doskonale wiedział to to, że Raven mu nie ufała i nie chciała jego wyjaśnień. Może nic nie pamiętał, ale był pewien, że nawet po pijaku nie wziąłby niczego, okej? Gdzie się podział jego cholerny Anioł Stróż? Jeśli w ogóle takowy istniał…

~*~

Po wyrzutach sumienia które dręczyły go po całej tej cholernej sytuacji wszystko przerodziło się w niedowierzanie, szok i gniew. Nie zamierzał się kolejny raz poniżać, kiedy spróbuje przeprosić Raven za coś czego nie  zrobił. Zacisnął zęby i wyszedł z wieży kierując się w jedno konkretne miejsce, które już dawno miał ochotę odwiedzić, a raczej kogoś.

Zapukał. Nie czekał długo, właściwie gdyby miał ochotę być cholernie dokładnym to obstawiałby, że czekał równą sekundę zanim ktoś otworzy. Burza loków pojawiła się w drzwiach i nie było mowy, żeby się nie uśmiechnął. Parsknął, kiedy dziewczyna rzuciła mu się w ramiona i mocno, bardzo mocno przytuliła.

- Co tu robisz? – odsunęła się, żeby zobaczyć jego twarz. Usta wygięły się w uśmiechu. Rumieńce pojawiły się na policzkach jego byłej dziewczyny, dodając jej uroku, ale i delikatnie zakrywając  mocne cienie pod oczami, których nabawiła się siedząc i ucząc się po nocach.

- Wykręcałaś się dużą ilością nauki, kiedy pisałem do ciebie, więc… – przerwał na chwilę, kiedy zauważył, że z twarzy Dru zniknął uśmiech.

- Co się stało? – wciągnęła go do mieszkania i posadziła na kanapie, a sama usadowiła się naprzeciwko. – Jesteś blady, nie uśmiechasz się tak… w ten swój naturalny, szczery sposób, a twoje oczy nie błyszczą tylko są tak jakby… zamglone. Coś się stało?

Był pewny, że teraz jego oczy wyglądają jak dwa spodki. Czy naprawdę na jego twarzy wszystko było napisane jak na kartce papieru?

- Wydaje ci się… – jęknął. Przeczuwał, że jest  już na straconej pozycji.

- Spałam z tobą, wiem, kiedy coś cię trapi. Mów.

Nie zamierzał opowiadać jej wszystkiego, choć wyszło inaczej. Świdrujące go szare oczy były nie do okłamania.

- I… Pewnie jeszcze dziś spakuję rzeczy i się wyprowadzę. Ja… Ja nie mam sił – zaczął szeptać gdy w gardle zaplątał się wielki supeł, a rzeczywistość do niego powoli docierała. – Ja nie mam sił. – powtórzył. – Brak zaufania… Bez tego nie ma drużyny, to… to nie tak, że chcę uciec – przeczesał nerwowo włosy palcami. – Robin mnie nienawidzi, zawsze trzymał do mnie pewien dystans, ale teraz… – wstał z kanapy i podszedł do otwartego okna. Oparł się rękami o parapet i westchnął. – A ja po tym co ci zrobiłem opowiadam ci o Raven i tym całym bagnie – odwrócił się i spojrzał na dziewczynę. – Wyrzuć mnie stąd. Chryste. Pokaż jak mnie nienawidzisz.

Dru wstała z fotela i podeszła do niego. Zawahała się, ale po  chwili jej jedna dłoń znalazła się na jego policzku.

- Jak mogłabym cię nienawidzić? Kto był ze mną chociaż mnie nie znał, kiedy straciłam wszystkich? Kto pokazał mi tyle dobra i dzięki komu zaczęłam się uśmiechać?

- Ale…

- To nie jest tak, że sam wybrałeś to, żeby zakochać się w Raven a nie we mnie – westchnęła. – Akurat nie ty o tym decydujesz – kąciki jej ust delikatnie podniosły się góry. – Zostań tu na noc, prześpij się z tym… jutro zadecydujesz. Zrobię coś na kolację, hm? Może i faktycznie masz rację, ale to są twoi przyjaciele, twoja dziewczyna. Przemyśl to.

- Ja zdaję sobie z tego sprawę… Odpowiedz mi szczerze na jedno pytanie – przymknął na chwilę oczy jakby się nad czymś zastanawiał by po chwili spojrzeć na nią spod rzęs. – Czy jeśli komuś nie ufasz… nadal nazwiesz tą osobę przyjacielem?

Jej wzrok przesunął się na ścianę jakby ta stała się o wiele ciekawsza, niż naprawdę jest. Zagryzła policzek od środka i z ociąganiem spojrzała na niego. Nie musiała nic mówić, żeby poznał odpowiedź.

~*~

Stał w ciemnym  i ciasnym pomieszczeniu, gdzie nie mógł nawet wykonać swobodnego ruchu ręką. Zaczynało brakować mu powietrza. Łzy spływały powoli po policzkach. Nie wiedział gdzie się znajduje, a pieprzona komórka była rozładowana. Uderzył pięścią o metalowe drzwiczki, kiedy zauważył ruch za kratką wielkości dłoni.

- Wypuść mnie! – krzyknął, ale stworzenie tylko błysnęło zębami ostrymi jak brzytwy wydając z siebie syk. – Pozwól mi wyjść!

Uderzył mocniej przez co drzwiczki szafki szkolnej otworzyły się z hukiem. Upadł na podłogę, ale zabrakło mu sił, żeby zacząć odsuwać się od stworzenia z zasłoniętą całą twarzą z jedynym otworem na usta. Długie pazury mogły rozerwać jego ciało w jednej chwili.

- Zagramy w grę – syknął. – Co ma każdy, ale nikt nie może tego stracić?

- Nie wiem! – jęknął i poczuł piekielny ból rozrywającej skóry na kostce u lewej nogi, tam gdzie demon chwycił swoimi pazurami i zaczął ciągnąć w jeszcze ciemniejszy kąt pokoju w stronę czarnych uchylonych drzwi. Próbował złapać się czegokolwiek, ale duch był zbyt silny.

- Co ma każdy, ale nikt nie może tego stracić?

- Nie wiem! – jego głos drżał i bardziej przypominał szloch.

Fōkasu!* szarpnął pazurem po jego klatce piersiowej. Bestia poczuł ciepłą krew, która zaczęła rozlewać się po ciele. – Co ma każdy, ale nikt nie może tego stracić?!

- Nie wiem! Naprawdę nie wiem! – wrzasnął zdzierając gardło.

Coś poderwało go do pozycji siedzącej wywołując tyle bólu, że jego gałki oczne wykręciły się do tyłu. Sapnął próbując złapać powietrze.

- Nie wiem! Mówiłem już, że nie wiem! – wrzasnął. Zamachał nogami, żeby odtrącić potwora, chociaż wiedział, że jest na przegranej pozycji.

- Gar! To ja! Dru. To tylko koszmar! – chude, ciepłe ramiona zawiązały się wokół jego ciała, próbując go uspokoić. Szeptane słowa do ucha były kojące i leczyły rany zadane w śnie. – Oddychaj, kochanie. Oddychaj – szeptał głos.

Odliczył od zera do dziesięciu i jego oddech stopniowo stawał się stabilny. Jeszcze raz… Jeden, dwa, trzy…

- Dru… – powiedział cicho, czując ból w gardle.

~*~

- Jesteś pewny?

- Tak. Namyślałem się przecież przez tydzień. I to z twojej winy.

- To poważna decyzja, Logan! Zostawiasz tu wszystko! – syknęła zirytowana. – Nowy Jork jest daleko. To ponad cztery tysiące kilometrów… Seattle, Gotham nie wystarczy ci? Do tego te sny, które cię nawiedzają od tygodnia…

I w tym momencie się zawahał słysząc liczbę kilometrów… Będzie miał tak daleko do Dru.

- Mogę pracować jako agent dla FBI. Mam propozycję… Dzięki mojemu doświadczeniu i zdolnościom – zagryzł wargę. – Osiągnę coś. Spróbuję czegoś nowego. A sny to tylko sny, to nic poważnego.

- A co z Raven? Z Tytanami? Ze mną?

- Czy Raven odezwała się przez ten czas? Ja mam ją przeprosić? – warknął. – Za co? Za to, że mi nie wierzy? I pieprzyć to,  że ją kocham. Ile ludzi się kocha, a nie mogą być razem? Więcej niż nam się wydaje. Ja mam dość bycia tym który biega i skamla, żeby zaszczyciła mnie spojrzeniem… – wziął głębszy wdech i spojrzał pewnym wzrokiem na przyjaciółkę. – A ty rozważałaś staż w Nowym Jorku…

- Więc chcesz to po prostu zakończyć?

- Zakończyć? – wzruszył ramionami. – Decyzja nie należy do mnie, tylko do niej. Ja chcę po prostu zacząć wszystko od nowa.

~*~

- A więc to prawda? – bardziej stwierdziła niż zapytała. – Wiesz co? Jesteś tchórzem! Pieprzonym tchórzem, który ucieka jak coś mu się nie uda!

Przerwał wrzucanie kolejno ubrań do torby sportowej i odwrócił się do niej zirytowany.

- Cała wasza piątka… Od mojego najlepszego przyjaciela do mojej dziewczyny mi nie ufa, co mam innego zrobić? Przekonywać? Nadal słuchać szeptów za plecami? A może udawać, że nic się nie stało? Powiedz mi Raven, bo ja do cholery nie wiem.

- Udowodnij nam, że jesteś niewinny.

- Ja. Mam. Udowodnić? Ty powinnaś być ze mną kurwa zawsze Raven! Wierzyć mi! Po tym co razem przeszliśmy? – syknął. – Nie jestem idiotą – dodał ciszej. Westchnął i usiadł na łóżku. – Znam swój stan zdrowia, chcę żyć. Dla ciebie, dla nich… Też nie zdradziłbym ciebie z Terrą. Kocham cię – przegryzł mocno wargę  nie wiedząc co jeszcze dodać. – Potrzebuję kogoś kto mi ufa, Rae. Komu będę potrzebny. Ja nie mam siły… Dlatego odchodzę. Teraz jest wszystko inaczej, niż kiedyś było. Nie jestem już w drużynie. Jestem dodatkiem. A ty…

- Zależy mi na tobie – przerwała mu i zacisnęła usta jakby próbowała nie powiedzieć niczego więcej.

- Ale mi nie ufasz – spojrzał na swoje dłonie zaciśnięte w pięści. – Myślałaś, że zdradzam cię z Terrą, że mógłbym wziąć jakieś prochy… Po co nam to? To ciągłe użeranie się ze sobą. Ile to już lat, ile próbujemy być razem, a  c i ą g l e  jest coś nie tak.

- Masz rację – oderwał wzrok od swoich rąk i spojrzał na nią. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Mieszanka uczuć sprawiła, że jego mózg stał się zaledwie papką. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale nie potrafił znaleźć słów. – Odejdź stąd Gar – podeszła do niego i usiadła obok. Dotknęła jego policzka opuszkami palców, wywołując drżenie na jego ciele.

- Nie wierzę, że przechodzi ci to przez gardło…

- Może nie pałam do ciebie takim uczuciem jakim ty do mnie? 

*skup się po japońsku.

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Informacje #2

14 sty

Hmm… No i nie wiem w sumie co tu napisać… 

Dawno mnie nie było… Minęły święta, mamy nowy rok, więc…

Spóźnionego wszystkiego najlepszego ode mnie <3 

Chciałabym kontynuować bloga, ale nie mam na tyle czasu, żeby dodawać rozdziały systematycznie… Żeby dodawać je dość często, taki jak był początkowy zamiar… Musicie mi wybaczyć to zaniedbanie Was i Waszych blogów…

Więcej przy 47. rozdziale… 

Kocham Was <3 Dziękuję, że nadal jesteście <3 

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

46. Save me from myself.

10 lis

Wybaczcie, wybaczcie i jeszcze raz wybaczcie… Nawet nie wiecie jak ten rozdział się ciężko pisało… Miałam koncepcję jak go napisać, ale za każdym razem jak się zabierałam do pisania to ją traciłam, a do tego tak mało wolnego czasu. Wiem, że to nie jest dobry rozdział… Jest wręcz słaby… Musicie mi wybaczyć, następny będzie lepszy. Obiecuję! Obiecuję też poprawę jeśli chodzi o częstotliwość dodawania notek… Mam nadzieję, że się uda.

~Dla wszystkich, którzy czytają tego bloga. Kocham Was.

~*~

Blondynka siedziała w swoim (byłym) pokoju z podłym uśmiechem słysząc kłótnię, którą sama i szczerze celowo sprowokowała. Jak ona jej nienawidziła… Święta, idealna Raven. Nie to, że była zazdrosna o Bestię… Okej, trochę. Ale Terra nie wierzyła w miłość, więc nawet ich związek nie miałby przyszłości, a zresztą, była zmuszona skłócić tą dwójkę. Miała taką „misję”. Nie wiedziała od kogo, ale w każdym razie miała dostać za to dużą sumę pieniędzy, a potrzebowała ich… Wystarczyła jej krótka rozmowa z „pracodawcą”, żeby się zgodzić. Jej celem było skłócenie Gara z Raven i cierpienie tego pierwszego… Może gdyby nie była to Raven, to nie przyjęłaby tej roboty. Podświadomie chciała, żeby Logan był szczęśliwy… Skrzywiła się, kiedy krzyki ucichły. Jeśli plan A nie wypalił, to znaczy, że będzie musiała użyć bardziej konkretnych środków.

 

Logan przytrzymał swoją dziewczynę za nadgarstki, kiedy próbowała mu się wyrwać. Mieszanka uczuć szalała w nim, ale zdecydowanie najbardziej czuł wściekłość i żal. Wściekłość do samego siebie, żal do niej, bo mu nie ufała. To bolało. Przytrzymując Roth swoim ciałem, poczekał aż się uspokoi i przestanie szarpać. Odsunął się, ale kiedy się schylił ich twarze nie dzieliły nawet centymetry. 

- Nie ufasz mi, prawda? – zapytał cicho, żeby ukryć ból, który czuł. Chciał spojrzeć w jej oczy, ale nie wiedział czemu tak nagle przekręcił głowę. Podświadomie nie chciał zobaczyć gniewu i żalu w jej oczach. Odwrócił się i nie czekając na odpowiedź, zostawił ją samą.

Położył się na łóżku w swoim pokoju. Miał ogromną ochotę uderzyć w coś nagą pięścią. Poczuć ból fizyczny, żeby zapomnieć o tej cholernej kłótni. Życie nauczyło go, że zadawanie sobie bólu sprawia, że się zapomina, ale nie na tak długo jakby się chciało. Jęknął cicho, zaciskając dłonie na poduszce. Próbował sobie przypomnieć od czego to się wszystko zaczęło i od ilu lat to się za nim ciągnie, ten ciąg niepowodzeń. Jak całe życie się zrujnowało, kiedy zaczął brać narkotyki, kiedy był przestępcą… i najgorsze… Jak to się stało, że zakochał się w Rachel Roth? Jakim cholernym cudem to się stało? 

Nie miał ochoty nikogo widzieć, więc nie był zadowolony, kiedy usłyszał pukanie do drzwi… a jeśli to była Terra to pokomplikowałoby to jeszcze bardziej całą sytuację. Milczał, licząc na to, że natrętna osoba zaraz odpuści… Nie odpuściła. Zirytowany podszedł do drzwi własnego pokoju i otworzył je z impetem tak, że rudowłosa wzdrygnęła się od tak nagłego otworzenia drzwi.  

- Przepraszam – szepnął. – O co chodzi?

- Nic się nie stało – zaświergotała. – Masz ochotę się przejść CAŁĄ naszą drużyną? Pewnie pójdziemy coś zjeść – szeroki uśmiech pojawił się na twarzy dziewczyny.

- Raven idzie, tak? – spytał, żeby się upewnić. 

- Wiesz co… – Kori zastanowiła się. – Akurat co z Raven to nie jest pewne, ale najprawdopodobniej nie – uśmiech zszedł z miny Starfire. – Rozumiem, że pewnie będziesz chciał z nią zostać? 

- Mhm… – odmrukął.

 

Chyba można nazwać tą całą sytuację ironią losu. Raven wyszła, ale za to została Terra. Tak, to ironia losu. Bestia wziął głębszy oddech, kiedy wszedł do kuchni w której akurat była blondynka. Nie wiedząc jak się zachować wyszedł, lekko trzaskając drzwiami. Kiedy się zatrzymał, zrozumiał, że znalazł się w siłowni. Szybkim ruchem zdjął koszulkę, owinął dłonie owijką i nałożył rękawice. Uderzenia w worek treningowy były szybkie i zwinne. Czuł lekki ból, ale nie przestawał. Ciało po długim już boksowaniu zalało się potem. Zmniejszył siłę uderzeń, kiedy usłyszał głośny, ale niepewny głos zza jego pleców.

- Przepraszam, że masz teraz przeze mnie problemy z Raven…

Miał ochotę powiedzieć, że jej przeprosiny i tak nie są niczego warte, ale zrezygnował, kiedy doszedł do wniosku, że to nic nie da. Wziął głębszy oddech i odwrócił się w jej stronę. 

- Coś jeszcze?

- Pamiętasz jak kiedyś mi powiedziałeś, że zawsze będziesz moim najlepszym przyjacielem? To nadal aktualne?

- „Zawsze” trwa zawsze, Terro… Jedynie, co się zmieniło to, to, że teraz wystarczy mi tylko i wyłącznie przyjaźń. 

Terra uśmiechnęła się blado.

- Chcę, żebyś był szczęśliwy, Gar… Czuję TO do ciebie, po prostu… – podeszła do niego i odgarnęła jego mokre włosy z czoła. – Wtedy nie byłam gotowa… – odsunęła się od niego i podniosła wodę, którą przyniosła. Odkręciła ją i podała mu butelkę. – Nie będę już mieszać. 

Logan napił się łapczywie wody i spojrzał uważnie na dziewczynę. 

- Nie wiem… czy mogę… ci ufać – powiedział pomiędzy oddechami. 

Blondynka podeszła do niego i wzięła jego twarz w obie ręce. Czuła na sobie jego szybki oddech, spojrzała mu w oczy i przegryzła dolną wargę. Miała wyrzuty sumienia, wsypała do wody narkotyk tylko po to, żeby wierny Bestia zdradził Raven i stracił jej zaufania. Zasługiwał na szczęście, a ostatnio tak mało go miał… Pocałowała go delikatnie w policzek i odsunęła się szybko.

- To na pożegnanie – rzuciła szybko i wyszła. 

Zmieszany wrócił do boksowania. Narkotyk w jego organizmie rozniósł się szybko. Zdjął rękawice i owijki, uderzał nagimi pięściami w worek treningowy co raz agresywniej. Czuł wszystkie wyrzuty sumienia, które mogły dręczyć go przez całe życie. Obwiniając się o kolejne rzeczy, uderzał mocniej, jakby uważał, że ból to kara za jego wszelkie błędy. Poczuł uścisk w okolicach serca, zakręciło mu się w głowie przez co się zachwiał i upadł. Kątem oka zauważył małą kałużę krwi. Wstał chwiejnie i uniósł ręce do kolejnych ciosów, pozdzierana skóra na dłoniach krwawiła od zbyt brutalnego okładania worka treningowego. Chciał uderzyć, ale upadł. Nie wiedział co się z nim dzieje, miał ochotę krzyczeć, ale suchość w gardle nie pozwoliła mu na to. 

- Znów zaczął ćpać! – ktoś z oddali ryknął głośno. – Jak my mamy mu znowu zaufać? 

- Był na odwyku! Ręczę za niego, że to gówna już by nie tknął! 

- Cyborg, wcześniej też tak mówiłeś! A pamiętasz jak to się skończyło? PRZEDAWKOWAŁ. I TO NIE RAZ. 

- NIE BYŁ WTEDY SOBĄ ROBIN. 

Bestia usiadł w pozycji prostej na swoim łóżku, próbując zrozumieć sens słów przyjaciół, którzy krzyczeli na korytarzu. 

- TO GO NIE USPRAWIEDLIWIA. 

- POWIEDZ PO PROSTU, ŻE MU NIE UFASZ. 

- WŁAŚNIE PRZESTAŁEM MU UFAĆ. 

Nic nie pamiętał, tylko przebłyski. Spojrzał w dół na owinięte bandażem dłonie. Miał ochotę wymiotować, uścisk w okolicach serca nie mijał. Co do cholery znów odpieprzył? Przełknął nerwowo gulę w gardle, kiedy drzwi otworzyły się lekko, a przez nie weszła Raven. 

Znów brałeś? Znów zacząłeś brać narkotyki? – zapytała z wyrzutem. 

 
Komentarze (30)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Informacje #1

26 wrz

Kochani moi, wiem… dawno nie było kolejnego rozdziału… Żyję zmęczona, ale żyję. Dziękuję za wszystkie nominacje do LBA <3 Już niedługo wstawię kolejny rozdział i obiecuję być bardziej regularna jeśli chodzi o wstawianie notek. Zaczynam odrabiać zaległości na Waszych blogach oraz czytać Wasze nowe blogi:) 

See you!

Ps. Wasze komentarze mnie mobilizują jak cholera! Kocham Was <3 

Shanti Letty

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

45. Trust someone who lied?

29 sie

Dla niego, za to ignorowanie przez tyle lat. Choć i tak tego nie przeczyta.

~*~

Pierwszy raz w życiu obudziła się z uśmiechem na twarzy. Pierwszy raz. To było takie uczucie… Takie tak niesamowicie szczęśliwe. Czuła się jak w bajce. Było to aż takie nierealne, nieprawdziwe… W prawdziwym życiu czegoś takiego się nie czuje. A jednak czuła. I szczerze cieszył ją fakt, że ona – Raven, jest z tym durnym, irytującym, roztrzepanym chłopakiem.. Przeciągnęła się z uśmiechem i mocniej wtuliła w śpiącego BB. Wiedziała, że po wyczerpującej nocy na pewno nie obudzi się przed południem. Zerknęła na niego przelotnie, uśmiechając się pod nosem. Odgarnęła mu z czoła kosmyki włosów, zagryzając przy tym wargi. Przy jego urodzie Robin się chowa stwierdziła w myślach. Parę lat temu w życiu o tym by nie pomyślała, gdyż ten zielony chłopak, a właściwie już mężczyzna kiedyś był niższym od niej chuderlawym chłopcem, który może też nie był brzydki, ale i nie grzeszył urodą. Nigdy by nie pomyślała, że może tak wyprzystojnieć i urosnąć. Teraz dziewczęta mogłyby bić się o niego, żeby zwrócić na siebie jego uwagę… I owszem chciały jego uwagi, ale on ich nie widział, no dobra… pozwalał sobie na niewinne flirty, przecież wtedy nie byłby sobą, ale nie zobaczyła w jego oczach innej dziewczyny, widziała siebie. Miała ochotę się uśmiechać. I szczerze, ale to szczerze siebie nie poznawała. Gdzie podziała się ta Raven, która przybierała maskę obojętności? Oczywiście zakłada ją, kiedy była przy reszcie domowników, ale przy Loganie… Nabijała się z niego, gasiła jego teksty, ale nie było to już przepełnione irytacją i sarkazmem, robiła to z rozbawieniem. Wyswobodziła się z jego ramion, próbując go nie obudzić. Poruszył się, kiedy nie miał już co przytulać. Rozwalił się (tak, rozwalił) na całe łóżko, mrucząc coś o zepsutym tofu i supermanie. Pokręciła głową, zastanawiając się czy on nie ma przypadkiem papki zamiast mózgu. 

Jęknął, kiedy podnosił się do pozycji siedzącej. Może jednak ta noc nie była takim dobrym pomysłem? Czuł się jakby walec przejechał go co najmniej dwadzieścia razy. Chociaż… Słuchaj jej śmiechu, oglądał jej uśmiech, który tak bardzo rzadko się pojawiał. Warte było teraźniejszego bólu ciała. Zdecydowanie. Wyłamał palce zwinnym ruchem, słysząc charakterystyczne ‚pęknięcie’. To samo zrobił z ramionami. Wyszczerzył zęby przypominając sobie sceny z ubiegłej nocy.

- Puść mnie! – warknęła, kiedy wziął ją na ręce i zaczął nieść w deszczu. – Sama potrafię chodzić… PUŚĆ MNIE KRETYNIE. 

- Pod jednym warunkiem… 

- Jakim? – spytała bezsilnie, nie chcąc już się szarpać. 

Wskazał palcem swój policzek, uśmiechając się łobuzersko. Oplotła ramionami jego szyję i szybko cmoknęła we wskazane miejsce. 

- Teraz mnie puść – mruknęła.

- Jeśli uważasz, że to mnie w pełni satysfakcjonuje to jesteś w błędzie, aniele… – wskazał palcem drugi policzek. 

Cmoknęła go szybko w drugi nastawiony policzek, kręcąc oczami na słowo ‚aniele’. 

- Trochę czułości! Jeszcze jeden proszę… 

- Policzki ci się skończyły – zauważyła mądrze. 

- Nie upieram się przy policzkach… 

Westchnęła z bezsilności, ale mimo to, delikatnie pogładziła go po policzku, a drugą rękę wplątała w jego mokre od deszczu włosy. Poczuł jej oddech na swoich wargach, wręcz szalał w środku, czekając jak dziewczyna zlikwiduje tą minimalną odległość, która ich dzieliła. Zaczęło się niewinnie, od słodkiego pocałunku. Zręcznie zmienił jej pozycję, żeby mogła owinąć nogi wokół jego bioder. Nie odrywając się od siebie nawet na sekundę, znaleźli się przy murze, przy którym oparł się plecami. Przekręcił się zwinnie, dzięki czemu teraz ona miała oparcie w postaci mokrego muru. Oparł dłonie tuż obok jej głowy, a ona swoje wplątała w jego włosy. Odchyliła głowę do tyłu, dając mu większy dostęp do szyi, którą całował. Przymknęła  powieki, czując jego wilgotne wargi na skórze. Jęknęła, kiedy zaczął schodzić niżej. Podziękowała sobie w myślach, że nie ma na sobie stroju „roboczego”, bo inaczej skończyłoby się na szyi. 

- Logan – wysapała. – Chodźmy już – przytuliła chłodny policzek do jego rozgrzanego, tak jakby chciała go ochłodzić, ale stało się odwrotnie. 

A pomyśleć, że kiedyś Bestii na samą myśl, że będzie musiał w przyszłości z kimś zostać, ogarniał go nie tylko strach, ale wręcz mdłości. Nie mógł znieść myśli, że da się złapać w strukturę rodzinną. Niemożliwa sprawa dla flirciarza, prawda? Bóg jest prawdziwy i sprytny, i także czasami lubi dać w kość, zmieniając sposoby myślenia ludzi. Z kolei diabeł też jest prawdziwy i nie jest małym, czerwonym człowieczkiem z rogami i ogonem. Może być piękny, ponieważ jest upadłym aniołem. I kiedyś był ulubieńcem Boga. I to właśnie przez niego życie Bestii pokomplikowało się dość… tragicznie. 

Jak to zwykle bywało Bestia najpóźniej się zjawił w pokoju wspólnym. Na pytanie ‚młody, jak u słodziutkich gołąbeczków się powodzi?’ wybuchł śmiechem, kątem oka patrząc na Raven, która ze znudzeniem przekręciła oczami i usilnie głębiej wczytując się w lekturę. Oboje wiedzieli, że przez minimum miesiąc będą słyszeć przyjacielskie zaczepki na temat ich związku. Zmiennokształtny miał to głęboko gdzieś traktując wszystko z dystansenem, co rusz śmiejąc się z uwagi Cyborga bądź Robina. Z jego ukochaną było gorzej… Od zabicia ich WSZYSTKICH powstrzymywało tylko to, że to są jej przyjaciele, a jeden z nich to jej nienormalna miłość.  

- No przestań, Rea – jęknął, kiedy szła już do pokoju, żeby się położyć. – Co znowu zrobiłem źle?

- Wkurzasz mnie – odpowiedziała beznamiętnie. – Sprawdź czy cię nie ma przypadkiem w łazience, okej? 

- Po pierwsze: nie jestem głupi…

- A ja myślałam, że jednak tak – przerwała mu. 

- Po drugie… – zignorował uszczypilwą uwagę. – Kochasz mnie, mimo to, że cię wkurzam, a nawet podyskutowałbym na temat tego, że lubisz to. 

- Lubię kiedy mnie wkurzasz? 

- Dokładnie tak. 

Spojrzała na niego z politowaniem i zamknęła mu drzwi przed nosem. Wiedziała, że to i tak go nie powstrzyma, żeby nie wejść do jej pokoju. Wszedł oknem i przytulił ją od tyłu, oplatając ramionami jej delikatne ciało. 

- Przepraszam – wyszeptał do jej ucha. – Wiem, że ciebie irytuje moje dziecinne zachowanie i ich też, ale… – uśmiechnęła się pod nosem. Jego determinacja, żeby żyć w zgodzie lekko ją bawiła. 

- Nieważne – odmruknęła. Odwróciła się do niego i kąciki jej ust delikatnie się uniosły. – Właściwie to… – przerwał jej Cyborg, który bez pukania wszedł do jej pokoju. 

- Nie chcę przerywać, ale jest… sprawa – jego wyraz twarzy zdecydowanie nic nie mówił, co mogło się stać, ale na pewno nie było to nic miłego. 

Denace – Hate’em

Trudno było opisać uczucie Bestii, kiedy zobaczył tą blondwłosą dziewczynę w pokoju wspólnym. Terra miała na sobie swój strój, kiedy jeszcze należała do tytanów. Zesztywniał, zatrzymując się w samym wejściu do pomieszczenia. Zobaczył jak Starfire przytula przyjciółkę, no tak… ona tylko pamiętała, że po tym jak ich wszystkich zdradziła i chciała zabić, uratowała im życie. Jeszcze wtedy Bestia ją kochał. Kochał tak, że mógłby oddać za nią życie. Ale potym wszystko się zmieniło. Nie widział jej bardzo długi czas, ale ją odnalazł, a ona po prostu udała, że go nie pamięta. Nie pamięta, że była jednym z tytanów, że ma przyjaciół, że ma jego, całkowicie jej oddanego. Potem zrozumiał, czuł, że kłamała i pokochał Raven. A ona zjawiła się po tym piekielnym pożarze*… Uratowała go i Rea. Śmiała twierdzić, że okłamała go, że nic nie pamięta, bo chciała wszystko przemyśleć. Że wróciła, bo go kochała… Same kłamstwa. A potem znów znikła. Terra miała w jednym rację… On jej nienawidził. Nienawidził jej za to, że tak bardzo go skrzywdziła. Jego i jego przyjciół. 

- Co tu robisz? – warknął. Swoim tonem zwrócił uwagę każdego. Przecież każdy wiedział, ile ona dla niego znaczyła. Kiedyś znaczyła. Teraz wiedział co oznaczała mina Victora. Starfire, Robin, Vic nie znali prawdy na tyle, żeby wiedzieć, że ona dla Bestii już nic nie znaczy.

- Chcę wrócić… – powiedziała cicho. Ah… czyli teraz odgrywa starą Terrę pomyślał oschle.

- Powinniśmy dać ci szansę – powiedziała wesoło Star. – Uratowałaś nas…

Tego było dla niego za dużo, zrobił krok do tyłu i wyszedł. Wiedział, że potem będzie musiał wszystko wyjaśnić, ale na razie nie miał ochoty patrzeć na nią. Ktoś złapał go za rękę, uparcie ciągnąc, żeby się zatrzymał.

- Daj mi przeprosić! – Terra spojrzała błagalnie na niego. – To co ci powiedziałam podczas naszej ostatniej rozmowy… Nie byłam sobą. 

- Przestań kłamać. Zresztą… to twój nawyk, co? Kłamać, uciekać, kłamać… 

- Zależy mi na tobie… – dotknęła jego policzka. Właściwie Bestia nie wiedział jak to się stało, że jego jedna dłoń zawędrowała na jej talię, a druga wplątała się w jej włosy. Otrząsnął się, kiedy wargi Terry były bliżej niż chciał. Jak mógł się tak kiedyś pomylić? Ona wcale do niego nie pasowała. Jego ramiona pasowały tylko do ciała Raven, kiedy ją przytulał. Idealnie pasowały. Ale nie o to chodziło, on po prostu kochał Raven, a Terra była przeszłością. 

Odsunął blondynkę na odległość swoich ramion. Otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale wtedy zobaczył swoją dziewczynę. Raven pokręciła głową i wyszła trzaskając drzwiami. Zrozumienie co się właściwie stało, zajęło Garowi parę sekund. Wybiegł za Rachel, nie przejmując się swoją chwilową rozmówczynią. Dogonił ją dopiero przed jej własnym pokojem. 

- Raven! To nie tak! Poczekaj! – chwycił ją za ramię i odwrócił w swoją stronę. 

- A JAK? – warknęła. 

***

Jakie to frustrujące, kiedy ma się kończyć opowieść, a cały czas przychodzą nowe pomysły. Jak ja nie chcę września, matko. Chcę wrócić nad nasze piękne, polskie morze, a potem chcę do Grecji… 

* – przypomnienie, rozdział 37.

 
Komentarze (20)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

44. Dance with me.

05 sie

Wybaczcie, ale 3ego mój kochany internet zawalił… Niech go szlag. W sumie… co ja tam będę gadać? Zapraszam na rozdział z okazji pierwszych urodzin bloga TT-BB! 

***

Indila – S.O.S

Przyglądała się mu, kiedy spał. Nie wie ile razy już usłyszała od niego te dwa słowa, które przybrały dla niej całkiem nowego znaczenia. ‚Kocham cię’ niegdyś dla niej banalne, teraz znaczyło nie tylko wyrażenie pięknych uczuć, ale coś znacznie głębszego. Szczególnie z jego ust.

- Co robisz? – spytał sennie szczerząc zęby.

- Przyglądam się – wymamrotała. Delikatnie musnęła jego usta swoimi, odpowiedział chętnie na pieszczotę przyciągając ją do siebie.

- Wiem, że jest jeszcze noc, ale masz ochotę się przejść? – wymruczał jej do ucha, co spowodowało u niej miłe dreszcze.

- O drugiej w nocy? – wyjąkała przymykając oczy, kiedy muskał ustami jej szyję.

- Mhm…

- Okej – wsunęła dłonie w rozczochrane włosy, siadając na jego kolanach.

- Okej? – mruknął, błądząc dłońmi po jej plecach, całkiem zapominając o co ją pytał.

- Spacer… – pocałowała go w sine od pocałunków usta. – Chciałeś się przejść – wyprostowała się i stanęła na podłodze. – Tylko załóż koszulkę.

Zaśmiał się głośno, co wywołało u niej delikatny uśmiech.

- Tylko moja dziewczyna może oglądać moją klatę?

- Mhm… Tak, wynoś się ubrać.

Usiadła na łóżku z błogim uśmiechem, kiedy udało jej się go wyrzucić z pokoju. Czuła, że nie musi kontrolować emocji. Nie przy nim. Nie musi pokazywać tych chłodnych emocji, mogła dać upust radości. To było coś wyjątkowego. Nie, żeby czuła to pierwszy raz przy nim, ale tym raz to było sliniejsze. Jakby to wszystko co przeszli tylko ich umocniło. Szczególnie ją.

W lato noce w Jump City zawsze były bardzo ciepłe, więc nie chciała przesadzać. Założyła czarne spodnie, które przylegały do jej ciała i szary top, wsunęła czarne trampki na nogi i przejrzała się w lustrze. Wyglądała normalnie, jak zwykła dziewczyna. No prawie… gdyby nie te ametystowe włosy, którym pozwoliła spływać luźno po plecach. Dopiero teraz zauważyła, że sięgają już za piersi. Wyszła na korytarz, kierując się w stronę windy. Czekał już tam na nią oparty nonszlancko o metalowe drzwi, czochrając dłonią włosy. Nie trudził się w zmienianie jeansów, więc został w tych jasnych niebieskich. Jedynie co się zmieniło to to, że założył czarny t-shirt, a szara bluza była zawiązana rękawami na szyi, widocznie uznał, że może jeszcze być chłodniej. Uśmiechnęła się na jego widok, a w środku poczuła to miłe ciepło. 

- Wyglądasz pięknie – wymruczał jej do ucha. 

- Normalnie – poprawiła go i wywróciła oczami. On zaśmiał się cicho i otworzył windę przyciskiem. 

- I tak wiem swoje. 

***

Goodwill & Hook N Sling – Take You Higher

Pobliskie lampy oświetlały plażę przez którą się teraz włóczyli, co chwilę przystając na krótkie pocałunki. Śmieli się za każdym razem, kiedy któreś z nich zrobiło albo powiedziało coś głupiego. Raven oczywiście szybko tłumiła śmiech, co on zauważył na jej nieszczęście. Przerzucił ją przez ramię, ignorując krzyki protestu. 

- Nie tłum śmiechu – zaśmiał się i położył ją na chłodnym piasku, przygniatając własnym ciałem. – Z uśmiechem ci do twarzy… Z rumieńcami też… – westchnął z uśmiechem i wtulił twarz w zagłębienie jej szyi, łaskocząc ją delikatnie nosem. 

- Złaź ze mnie kretynie – warknęła, choć na jej twarzy zagościł uśmiech, który było można wyczuć w głosie. 

- Tyle czasu za tobą tęskniłem… – wyszeptał, całując delikatnie w koniuszek nosa. Zszedł z niej kładąc się obok na plecach, utkwił wzrok w migoczących gwiazdach, nasłuchując szumu oceanu. 

Przegryzła wargę, kiedy odwróciła głowę w jego stronę. Patrzył na nią, przez co miała idealny widok na jego przystojną twarz. Wiedziała, że on wie, że ona również za nim tęskniła, że go kochała, chciała mu to powiedzieć, ale… Może się bała? Już kiedyś wyznała mu miłość… 

- Wiem o tym – wyszeptała jeszcze pewnym głosem. – I wierz mi, że ja za tobą również – wydukała. 

Uśmiechnął się, ale nic nie powiedział. Przymknął oczy i przytulił się do niej. Tak bardzo chciał ją czuć, przytulać, całować… Tak długo jak to możliwe. Jak życie mu pozwoli. Nigdy sobie nie wybaczył jak ją skrzywdził i za to siebie nienawidził, ale przy niej czuł, że w końcu… pewnego dnia wszystko stanie się lepsze. 

- Zatańcz ze mną – wymruczał, uśmiechając  się łobuzersko. 

***

Olly Murs – Dance With Me Tonight

Nie wie czemu się zgodziła na ten pomysł. Dała się pociągnąć Bestii w inną stronę plaż Jump City. Znaleźli się przy ogłośnieniu plaży, wszystkie głośniki stały na swoim miejscu, ale nikt ich nie pilnował. Co było dla niej zaskoczeniem, ale już dało podstawy do podejrzewania, że Logan wszystko ukartował. Puścił jej rękę i podszedł do laptopa po drodze rzucając buty, które miał w ręku. Poklikał na klawiaturze i zaraz mogła usłyszeć wesołą melodię piosenki Olly Murs’a. Podszedł do niej i wyrzucił buty z jej ręki. Złapał ją w talii i chwilowo przytulił do siebie, śmiejąc się głośno. 

I was wondering if you and me could spend a minute.
On the floor up and close getting lost in it.
I won’t give up without a fight!

Okręcił ją wokół jej własnej osi. Słuchaj jej perlistego śmiechu za każdym razem, kiedy oboje się pomylili w ruchach. Wiedział, że to wyjątkowa chwila, że potem długo już nie posłucha tego śmiechu. 

So come on! 
Oo-oh baby!
I just want you to dance with me tonight!

We’re getting sweaty, hot and heavy in the crowd now!
Loosen up and let you hands go downtown!
Go with it girl! Yeah, just close your eyes!

 Świat zawirował, rozlał się w jej głowie wszystkimi kolorami tęczami. Zapomniała o wszystkim, patrząc w roześmianą twarz Logana. Pozwoliła mu się prowadzić. Nie przestali nawet wtedy, kiedy kropelki deszczu pojawiły się im przed oczami, mocząc ubrania. Deszcz padał, a oni wirowali w takt wesołej melodii. 

I just want you to dance with me tonight!

Muzyka stawała się co raz cichsza przez co raz mocniejszy deszcz. Pobiegli razem pod molo chowając się przed ulewą. Spojrzeli na siebie, oddychając szybko. 

- Niech to szlag z tym deszczem – Garfield zaśmiał się cicho. Usiadł, pozwalając własnemu sercu na unormowanie prędkości jego bicia. Ona zrobiła to samo. Na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech. 

- Dziękuję – wyszeptała. 

***

Przepraszam za wszystkie błędy, które się wkradły, ale mój mózg już nie miał siły na sprawdzanie! Przepraszam za niedokładność. 

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii